Plebania



Przemarznięty Marian stoi całą noc przed domem Tracza. Wpatruje się w okna willi. Sandra chce go wpuścić do środka. Zbigniew zagląda do kancelarii. Zwierza się proboszczowi, ze ostatnio stosunki z Wandą bardzo się ochłodziły. Jest zła, bo on nie wykazuje zainteresowania dzieckiem, o którym Wanda marzy. Proboszcz nie chce nic doradzać, Zbyszek powinien sam decydować o swoim życiu.
Janusz rozmawia z Marianem. Mężczyzna prosi o pomoc w znalezieniu pracy, jest w ciężkiej sytuacji materialnej. Ma na utrzymaniu syna i kredyt do spłacenia. Janusz z cynicznym uśmiechem wyprasza Mariana za drzwi. Sandra jest przejęta zachowaniem Janusza, a on tłumaczy jej, że Marian jest leniwy i do tego słaby psychicznie, nie warto więc mu pomagać. Ale kochanka nie daje się łatwo zbyć. Upiera się, by Tkacz wyciągnął rękę do Mariana. Janusz uważa, że jeśli Sandra naprawdę chce pomóc biedakowi, niech odda mu drogocenną kolię, którą dostała w prezencie od Janusza. Dziewczynie rzednie mina.
Krystyna zamyka restaurację. Rafał nie ma dokąd pójść na sylwestra, Krystyna tez nie ma planów. Otwierają więc butelkę wina. Rafał opowiada o sobie. Zbyszek z Wandą siedzą przy nakrytym stole, składają sobie noworoczne życzenia. Wanda wyznaje jeszcze raz, że bardzo chciałaby mieć ze Zbyszkiem dziecko.