Z archiwum IPN

Pozornie ze spojrzenia na mapę Polski wynika, iż kampania wrześniowa w pierwszych swych odsłonach oszczędziła Lubelszczyznę. Otóż nic bardziej fałszywego. Ze względu na przemysł lotniczy /Lublin, Biała Podlaska, Małaszewicze/, dęblińską Szkolę Orląt, sieć operacyjnych lotnisk polowych, węzły kolejowe i zapasowe ośrodki mobilizacyjne, poddano te obszary okrutnej presji ataków lotniczych. Ataki na obiekty przemysłowe i wojskowe daje się zrozumieć, ale przy okazji Luftwaffe okrutnie zmasakrowała szereg lokalnych centrów zupełnie pozbawionych wojskowego znaczenia. Tak obrócono w perzynę Janów Lubelski, Biłgoraj, a najdotkliwiej ucierpiał Frampol. Niemieckie lotnictwo ze względu na unikalną zabudowę w formie kolejnych, wpisanych w siebie kwadratów, testowało tu nowe metody nalotów z użyciem bomb zapalających wywołujących burzę ogniową - metodą taką samą jak w hiszpańskiej Guernice. Właściwe wojenne działania na Lubelszczyźnie przypadają na etap, który historycy nazwą wojna po klęsce. Po 17 września uderzeniu sowieckim i wyjeździe z kraju władz państwowych - zaczyna się pierwsza bitwa pod Tomaszowem Lubelskim, po niej druga, trwające w sumie do 28 września. Niezwykłe czyny pancerniaków z Warszawskiej Brygady Pancerno - Motorowej i żołnierzy Armii Lublin oraz Kraków to ciągle mało znana faza wydarzeń wrześniowych. A szkoda, liczne pułki, szczególnie śląskie zapisały tu najchwalebniejsze w swych dziejach karty. Jak u Mickiewicza słowo ostatni towarzyszyć będzie tym zdarzeniom wojennym. Po ostatnich bojach Frontu Północnego przyjdą ostatnie boje pod Kockiem, ostatnie walczące oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza i niemal natychmiast pierwsza konspiracja.