Słowo na niedzielę

W niedzielnych czytaniach słyszymy, przypowieść Pana Jezusa o dziesięciu dziewczynach, które miały wziąć udział w ceremonii ślubnej swojej przyjaciółki lub sąsiadki. To ona je poprosiła, żeby czekały na pana młodego i przyprowadziły go, a potem razem, w pięknej procesji z tańcami, pójdą do domu weselnego. Zgodnie ze zwyczajem panny miały ze sobą pochodnie. Tłumaczenie mówi o lampach, ale trudno sobie wyobrazić, żeby chodziło o niewielki gliniany kaganek. Przypowieść kończy się tym, że panny bez oliwy nie będą wpuszczone na wesele, a pan młody powie, że ich nie zna. Jeśli to przypowieść o Panu Bogu, to czy nie jest On zbyt okrutny nie otwierając drzwi proszącym? A czy pozostałe panny nie okazały się tragicznie samolubne nie pożyczając oliwy? Jednak to nie brak oliwy jest największym problemem panien nierozsądnych. To jest tylko efekt. W samej przypowieści chodzi o coś więcej. One chciały decydować, ustawiać wszystko po swojemu. Nie chciały słuchać... Czy z nami nie jest często tak samo?