Słowo na niedzielę

W Ewangelii żydzi przyprowadzili do Jezusa kobietę, którą złapali na ciężkim grzechu - na współżyciu poza małżeństwem. Prawo, na które się powołują, mówiło, że trzeba usunąć zepsutego człowieka spośród ludu. Że trzeba usunąć zło z Izraela. Czyli trzeba było grzesznika zabić. Czy Jezus uznaje, że prawo przestało obowiązywać? Czy je znosi? Nie, bo sam powiedział: Nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić. Ale w Ewangelii odsyła kobietę, która autentycznie zgrzeszyła, z powrotem do ludu. To tak, jakby kogoś ze śmiertelną chorobą zakaźną wpuścić w tłum ludzi. Kiedy kobieta odchodzi wolno, Jezus nie tylko ratuje jej życie tu i teraz; przede wszystkim uratował jej życie wieczne. Ale grzech nie zniknął. To się stanie za jedenaście rozdziałów. Tam Jezus będzie przybity do krzyża jako winny. Winny czego? No właśnie - czego? O to pytał też Piłat podczas procesu Jezusa: Coś uczynił? Jezus nigdy nie odpowiedział na to pytanie. Dlaczego? Bo musiałby tu podać twoje grzechy. To z ich powodu jest oskarżany.