Słowo na niedzielę

W pewnym mieście żyła sobie kobieta, która zawsze miała pretensje i można było odnieść wrażenie, że nie chodzi jej o to, żeby coś poprawić, ale żeby komuś dogryźć. Zdarzyło się, że stanęła przed furtą franciszkańskiego klasztoru. Krzyczała, że jest niezadowolona, bo w kościele wymieniono figurę św. Antoniego i nowa ma nieładny wyraz twarzy. – A czego się kochana spodziewałaś, skoro on patrzy na ciebie – odpowiedział jej mnich. Jaki z tego morał?