Polscy. Seryjni

Warszawa, wiosna 1950 roku. W mieście pojawia się plotka o grasującym w stolicy tajemniczym mężczyźnie nazywanym wampirem, który napada samotne kobiety. Milicja sprawę utrzymuje w tajemnicy ze względu na dobro śledztwa. Pierwsza ofiara – 40-letnia wdowa, utrzymująca dwójkę nieletnich dzieci – zostaje znaleziona 7 kwietnia niedaleko torów kolejowych przy ulicy Podskarbińskiej. Okazuje się, że kobieta nie żyje od wielu godzin. Niedaleko zaś miejsca znalezienia jej zwłok śledczy natrafiają na stary skórzany niemiecki wojskowy pas ze spiłowanym z klamry napisem: „Gott mit uns”. Prawdopodobnie należał on do zabójcy, który po raz kolejny uderza miesiąc później. Tym razem ofiara napadu przeżyła. Dzięki jej zeznaniom śledczy poznali opis wyglądu sprawcy i prawdopodobne imię i nazwisko jednego z jego znajomych. Trzecia ofiara wampira z Warszawy nie przeżyła już jego ataku. Czwarta dosłownie cudem uszła z życiem i złożyła obszerne zeznania. Ponad miesiąc po pierwszej zbrodni domniemany sprawca zostaje ujęty. Pomogła w tym kontrola korespondencji z żoną podejrzanego i wskazówki zawarte w jednym z listów. Podczas przesłuchań Tadeusz Ołdak zachowuje się swobodnie. Nie wykazuje przed śledczymi jakiegokolwiek żalu czy skruchy. Przestępstwa i okrutne postępowanie wobec swoich ofiar opisuje w taki sposób (co było zaskoczeniem dla przesłuchujących go funkcjonariuszy i prokuratora), jakby było to coś zwyczajnego i normalnego. Pozwala sobie przy tym na żarty i cyniczne uwagi. Rozprawa przeciwko „Wampirowi z Warszawy” ma wyłączoną jawność. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazuje go na karę śmierci. Wyrok wykonano.