Korona królów. Taka historia...

W średniowieczu panowała zasada Do ut de czyli daję, abyś dał. Im pokaźniejszy był prezent, tym większego podarku mogliśmy się spodziewać. Jeden z XIII wiecznych myślicieli powiedział nawet, że przyjęcie daru, to nic innego jak oddanie w zakład własnej wolności. Co prawda uważano na dary łapówki. Niektórzy władcy nie pozwalali swoim posłom przyjmować jakichkolwiek prezentów, aby nie powstawały zobowiązania. Ale ci posłowie mogli dawać prezenty na lewo i prawo. Obdarowywano się więc hojnie. średniowieczne prezenty rzadko więc miały spontaniczny charakter lub były wynikiem sympatii. Władcy obdarowywali się HOJNIE. Już Mieszko I dał cesarzowi Ottonowi wielbłąda, Jagiełło dostał od kupców florenckich parę lwów. Kupcy chcieli dostać przywileje handlowe w Królestwie Polskim. Popularne były dary myśliwskie - łuki, sokoły, kołczany na strzały. Damy dostawały srebrne kołyski, droga zastawę stołową, futra i kamienie szlachetne. Władysław Jagiełło wiedział: kiedy trzeba, komu trzeba, ile i za co trzeba dawać. Był hojny wobec klasztorów i kościołów, ale także wobec własnych poddanych. Spytek z Melsztyna dostał od niego nawet złote sandały. Co roku np. profesorowie i studenci uniwersytetu krakowskiego dostawali od niego dziczyznę. Czy dlatego Długosz pisał o królu, że był rozrzutny?