Było... nie minęło

Oczywiście takiej nazwy jak Beskid konfederacki nie ma w żadnym atlasie. To Beskid Niski, ale dla nas miłośników historii skojarzenie tych gór i dolin z wielkim antyrosyjskim zrywem ostatnich lat Rzeczpospolitej szlacheckiej jest pierwsze i najmocniejsze. I zaskakujące, jak po latach zapomnienia rośnie zainteresowanie konfederatami. Trzeba na pewno mieć silne motywacje wewnętrzne, by w tak nieprzyjazny czas ruszać w góry, szukając odpowiedzi na pytania badawcze. Pasjonaci poszukują tu najbardziej oczywistych śladów po konfederatach barskich, czyli szańców.


Rok po roku z któregoś końca Bieszczad ktoś krzyczy, że mamy nową konfederacka, fortecę, kolejny szaniec, następne umocnienie. Badania przyniosły już trwałe i piękne owoce. Poznaliśmy tajemnice fortyfikacji w Wysowej i obozu pod Grabiem. Wiemy coraz więcej o głównych animatorach tutejszych wydarzeń – księciu Marcinie Lubomirskim, Józefie Miączyńskim i działalności na tych terenach Kazimierza Pułaskiego. W tym kierunku wyzwolona została wielka społeczna energia. Miejmy nadzieję, że nie zabraknie tu spajającego wszystko w całość projektu naukowego.