Pełny obraz

PGR-y, Państwowe Gospodarstwa Rolne. Tę nazwę znają już tylko starsi Polacy, pamiętający czasy PRL-u. A wbrew pozorom, jest o czym dzisiaj przypominać. W latach transformacji ustrojowej i reformy Balcerowicza upadały jeden po drugim. Bez spektakularnych protestów, ale ich upadek przyniósł tragedię dla ponad półtorej miliona ludzi. Na miejsce PGR-ów powstały spółki rolne, które z trudem podnosiły polskie rolnictwo na poziom europejski. Aż przyszedł rok 2011. PSL, koalicjant Platformy Obywatelskiej, przeforsował ustawę nakazującą spółkom oddanie państwu 30 proc. obrabianej ziemi. Dla ponad sześciuset spółek, które przetrwały najtrudniejsze lata i zaczęły wychodzić na prostą, ustawa ta oznaczała drastyczne okrojenie działalności, a dla 400. kolejnych upadek. Przemierzając Polskę z północy na południe odwiedziliśmy spółki zrzeszające dawnych pracowników PGR-ów, którzy po raz kolejny stanęli przed wizją bezrobocia. Byliśmy także w spółkach komercyjnych, które mają podpisane wieloletnie kontrakty, w tym zagraniczne, a dziś również są zagrożone upadłością. Czy to znaczy, że ustawa z 2011 r. spowodowała, że obecnie mamy do czynienia z drugą, ostatnią falą upadku wielkich gospodarstw rolnych, wywołaną przez poprzedni rząd?