Alarm!

Był późny wrześniowy wieczór. Czteroosobowa rodzina wracała z urlopu w górach. Nagle, na środku drogi, na ich samochód zaczęły wpadać inne auta. Doszło do ogromnego karambolu. Na oczach dzieci i żony zginął na miejscu Marek Jeleń. Przyczyną wypadku nie była gołoledź, mgła czy deszcz, ale zabójcza głupota. W pobliżu trasy S1, dwóch mężczyzn celowo podpaliło opony. Sprawców zatrzymano. Tylko jeden z nich usłyszał zarzuty. Do dziś skutecznie unika kary.